Metropolitan Museum od Art udostępnia 375 tys. obrazów na licencji Creative Commons

Dobre wieści na początek wiosny. Metropolitan Museum of Art udostępni za darmo do dowolnego wykorzystania 375 tys. obrazów!!!!
M E G A    W I E Ś C I!
Sharing is a new black, jakby powiedzieli niektórzy 🙂

To nie tylko idealna okazja by poznać zbiory i obejrzeć zdjęcia takich klasyków jak: Robert Frank, Andre Kertesz, Henri Cartier-Bresson czy Richard Avedon. To jednocześnie idealny przykład połączenia tradycji z nowoczesnością. Dopasowania się do potrzeb współczesnej widowni i współistnienie z nowymi technologiami.

Więcej informacji znajdziecie tu:

https://www.fotopolis.pl/newsy-sprzetowe/branza/28171-metropolitan-museum-of-art-udostepnia-do-pobrania-za-darmo-375-tys-obrazow

And the Oscar goes to..PR?

Kolejna ceremonia wręczenia Oskarów za nami…uwielbiam ten żywioł, to że mogę oglądać show na żywo, to dla mnie rozkosz…w tym roku jednak spodziewałam się więcej…może dlatego, że to Jubileusz? 90 ceremonia więc i oczekwania większe? To co mnie tknęło, że in memoriam pojawiają się nazwiska PRowców…to jak dla mnie znak, że praca naszych jest dostrzegana, potrzebna i choć nie mamy tam swojej stauetki, to nas doceniają choćby po śmierci. Ech.. może ktoś kiedyś wprowadzi taką kategorię? Chciałabym, nasz zawód zyskał by należny mu szacunek i miejsce wśród gwiazd. Co myślicie?

Co do samej ceremonii, jedno jeszcze zapamietam, bardzo słaby product placement. Skuter wodny i przekąski i Oskary???????

Jednak kontekst to podstawa.

Dobranoc <3

 

Jak wpłynie na pracę pr nowelizacja Prawa Prasowego?

33 lata czekaliśmy na nowelizację Prawa Prasowego. Główne zmiany dotyczą obszaru autoryzacji. Co oznacza to dla PRowców, Rzeczników Prasowych? Co zmieni się w kontekście funkcjonowania mediów? Czy są adekwatne do czasów i świata mediów w jakim żyjemy?

Informacja o podpisaniu nowelizacji Prawa Prasowego obiegła dzisiaj media.

Największa zmiana dotycząca obszaru autoryzacji dotyczy nie tylko zmniejszenia kar i sankcji związanych w wypadku braku jej nie uzyskania – które były jeszcze poniekąd spadkiem po PRL, ale przede wszystkim czasu jaki od teraz będziemy mieli na autoryzację. I tak w przypadku udzielenia wypowiedzi dla dziennika, mielibyśmy  6 godzin na autoryzację od momentu jej udzielenia, a w przypadku wypowiedzi dla czasopisma 24 godziny. Jeśli nie uda nam się dotrzymać terminów, dziennikarz będzie mógł opublikować publikację w formie jaką przesłał do nas. I co ważne od razu na etapie udzielania wypowiedzi musimy zaznaczyć, że chcemy skorzystać z prawa do autoryzacji by móc jej dokonać.

Nowelizacja ogranicza także zakres zmian, które można wprowadzić w tekście w ramach autoryzacji. Autoryzacją, nie będzie dla przykładu pisanie – tworzenie tekstu/pytań od nowa, ani też całkiem nowe wypowiedzi.

Jaki to może mieć wpływ dla uczestników życia medialnego, firm, instytucji?? Po pierwsze dyscyplina. Ja osobiście zalecam jeszcze większą powściągliwość, uważność w udzielaniu wypowiedzi. Po drugie warto pojmując decyzję o spotkaniu, rozmowie pamiętać o tym, by zaplanować od razu czas na udzielenie autoryzacji. Ewentualnie umówić się na ten termin z dziennikarzem. Jeśli korzystasz z usług profesjonalnej agencji public relations, może ona w Twoim imieniu dopilnować kwestii formalnych. Warto też korzystać z rad i doświadczenia osób zajmujących się PR już na etapie udzielania wypowiedzi, wcześniej po to by skonsultować przed wywiadem, czy udzieleniem wypowiedzi to na co warto zwrócić uwagę i jak reagować na niewygodne pytania. Nasi klienci czasami są bardzo rozczarowani, tym, że dziennikarz nie chce zmienić brzmienia ich pierwotnej wypowiedzi – mówią, „bo ja myślałem, że to taka luźna rozmowa”. Pamiętaj, nawet jeśli jest to Twój zaprzyjaźniony dziennikarz, zgadzając się na udzielenie wypowiedzi wchodzisz na służbowy grunt, wszystko co powiesz może być wykorzystane (przeciwko tobie też!!!). Dlatego warto ważyć słowa, przygotowywać się do udzielenia wypowiedzi, by nie było jak w tym kawale, bo co się już „powie” nie da się „odpowiedzieć”.

Jak ta zmiana wpłynie na relacje pomiędzy PRowcami i przedstawicielami mediów? To zależy. Jeśli mamy dobre relacje, pewnie niewiele. Choć terminy narzucone w ustawie są bardzo wyżyłowane. Nasza praca i tak już dzisiaj oznacza czujność 24/7. Z drugiej strony rodzi się pytanie, czy np. redaktor czasopisma zdąży napisać tekst na tyle szybko by go wysłać do autoryzacji w ciągu 24h od jego napisania? Czas pokaże.

Jedno jest pewne, warto poinformować klientów w najbliższym czasie o tej zmianie.  Nowelizacja ma wejść w życie w ciagu 14 dni od ogłoszenia jej w Dzienniku ustaw.

Czytaj więcej na: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/prawo-prasowe-nowelizacja-podpisana-przez-prezydenta-uregulowano-autoryzacje-usunieto-obowiazek-przestrzegania-linii-redakcyjnej

 

I w pięty poszło

Dzisiaj, natknęłam się w sieci (dzięki mojemu mężowi – Dziękuję Kochanie:)))) na bardzo inspirujący tekst Pawła Tkaczyka – na temat naprawy polskiego PR. Tu link do niego http://paweltkaczyk.com/pl/o-naprawianiu-r-w-public-relations/  W sumie Paweł ubrał w słowa to czego lepiej bym sama nie ujęła. Dodam, że jestem PRowcem z 20letnim doświadczeniem i właśnie dlatego podpisuje się pod nim wszystkim co mogę. Tak, kochani koledzy, koleżanki praca PRowca to sztuka nawiązywania relacji, co ważne nie w stylu fast foodu. Ratujmy PR to potężne i ważne narzędzie komunikacyjne. Przywróćmy mu należna rolę zaczynając od szacunku do siebie i swojego rozmówcy:) Dobrego dnia! PS. Dziękuję @PawełTkaczyk

Masz Babo placek, czyli case Łukasza Jakóbiaka i Ellen DeGreeners

Od jakiegoś czasu w sieci trwa ożywiona dyskusja na temat mistyfikacji Łukasza Jakubiaka, jaką okazała się rzekoma wizyta prezentera w studio znanej Amerykanki Ellen DeGenners. Zdeterminowany był na tyle, że nie tylko ogłosił casting na sobowtóra Ellen, ale także  zbudował studio, do złudzenia przypominające to oryginalne, jak i zainwestował środki w sfilmowanie całego przedsięwzięcia. Cel – znaleźć się u prawdziwej Ellen… Czy mu się udało? Jeszcze nie, ale podobno dzięki temu przedsięwzięciu sprzedał kilkadziesiąt wykładów motywacyjnych, więc potwierdza, że było warto. A tymczasem media wieszają na nim psy… Ale czy przyglądając się temu case-owi, jako przypadkowi komunikacji zewnętrznej z otoczeniem, nikomu nie przyszło do głowy pytanie, czy tylko Łukasz odpowiada za to, że NEWS o jego wizycie w studio Ellen DeGreeners został opublikowany na szeroką skalę? Wystarczył mail od prezentera i w ciągu kilku minut NEWS rozszedł się w sieci… BEZ WERYFIKACJI, czy rzeczywiście to tylko jego odpowiedzialność? Jak świat stary ludzie wpadali na wiele pomysłów, ale to właśnie MEDIA nazywane  4 władzą – przynajmniej tak nas uczyli na studiach dziennikarskich – zawsze stały na straży prawdy i ochrony obywateli. Dzisiaj, jak ilustruje ta sytuacja okazuje się, że SENSACJA jest najważniejsza. Bycie na czasie, zdobywanie leadów jest daleko przed prawdą i przed dobrem czytelników. Nie usprawiedliwiam Łukasza, żeby było jasne, dla mnie to case w stylu cel uświęca środki – nie pochwalam, ale zwracam też uwagę na to, że sam niewiele by osiągnął, gdyby nie osoby odpowiedzialne za publikowanie treści na zasięgowych portalach. Mam wrażenie, że dzisiaj często dziennikarze newsowi w mediach internetowych  w ogóle nie są przygotowywani do pełnienia tej roli, albo może raczej, że wydawcy uznali, że ich główna rola to mieć newsa przed wszystkimi…i dopóki media same nie uznają, że szkodzą przede wszystkim sobie, takie sytuacje będą się powtarzały. To ważne, bo już w tej chwili zaufanie do mediów jest na bardzo niskim poziomie. Dlatego sama czekam na dzień, w którym ktoś postanowi wziąć na siebie odpowiedzialność za PUBLIKOWANE SŁOWA. Wtedy stworzymy szansę na to, by zacząć odbudowywać kapitał, jakim jest WIARYGODNOŚĆ MEDIÓW. Z jakiego powodu to ważne? W czasach, gdy nasza uwaga przeciążona jest maksymalną ilością bodźców mamy jeszcze mniejsze, niż kiedyś szanse, by świadomie bronić się przed manipulacją i perswazją. A jak pokazują badania dwóch amerykańskich informatyków: Byrona Reevsa i Clifforda Nassa, media stanowić mogą dla ludzi ekwiwalent rzeczywistości, a utożsamianie przekazu medialnego z rzeczywistością jest bardzo powszechne. Uczestnicy przeprowadzanego przez badaczy eksperymentu „zwracali uwagę, by nie zrobić komputerowi przykrości, czuli się zagrożeni przez coś, co było tylko WIZERUNKIEM. Przypisywali kreskówkom bogatą osobowość, bądź reagowali na głosy w komputerze, zgodnie ze stereotypami płci”. Te zachowania badanych potwierdziły tezę autorów (wbrew intuicyjnym wyobrażeniom), że nasze interakcje z komputerami, telewizją i nowymi mediami są z zasady społeczne i naturalne, tak jak interakcje z innymi ludźmi. Co istotne – stawianie znaku równości pomiędzy mediami, a realnym życiem jest zjawiskiem powszechnym oraz niezależnym od naszej świadomości i nie wynika z niewiedzy, czy młodego wieku. Wiele mówi się o problemie jakim są fake newsy – zarówno Mark Zuckeberg, jak i ostatnie stanowisko Rady Etyki PR (http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/rada-etyki-pr-o-marketingowych-tekstach-udajacych-dziennikarskie-to-wprowadzanie-w-blad-bedziemy-informowac-o-tym-uokik) świadczą o tym, że coraz wyraźniej zdajemy sobie sprawę z tego, że to droga w jedną stronę. Co możemy zrobić dziś? Jako PR -owcy – postępować wg zasad etycznych i nie wysyłać wszystkiego czego zażyczy sobie klient. Jako „medium” – a dzisiaj każdy z nas jest medium – pamiętać o odpowiedzialności za swoje słowa. Osobiście trzymam jeszcze kciuki, by któryś z wydawców rozpoczął, może trudną, ale wartą zachodu, drogę by powrócić do czasów, gdy rola obserwatora rzeczywistości i informowania ludzi była ważniejsza, niż osiągnięcie szybkiego zysku. Bo za chwilę okazać się może, że nikt nas nie czyta, bo nam nie wierzy…

 

Oskary i znikająca kampania Orange

Najważniejszy weekend tego roku za nami- po raz 89 przyznano  Oskary — nagrody Amerykańskiej Akademii Filmowej. Zanim jednak najwytrwalsi mogli poznać wspaniałych laureatów, co bardziej czujni mieli szansę natknąć się w sieci na najkrótszą emisję reklamy „ever”. Mowa o kampanii Orange Love Finance, w ramach której, nagrane spoty z udziałem popularnej prezenterki Agnieszki Jastrzębskiej zostały zdjęte z oficjalnego kanału YB operatora, zaledwie kilkanaście godzin po ich premierze. Dlaczego opisuję razem te obydwa pozornie niezwiązane ze sobą zdarzenia? Bynajmniej, nie z tego powodu, że Agnieszka Jastrzębska zdobyła nagrodę – choć nie przeczę byłaby to spora sensacja z pewnością warta opisania – wspominam o nich, by porównać sposoby komunikowania się z otoczeniem obydwu organizacji w momencie „wpadek”, jakie im się przydarzyły. Błąd, „fuckup”, „wtopa”, „kryzys” – jak zwał tak zwał, każdy z nas zapewne ma kilka na swoim koncie. I nie jest moim zamiarem opiewanie tych, którzy tych błędów nie popełniają – bo nawet jeśli tak twierdzą, to z pewnością zgonili na kogoś albo mają krótką pamięć ewentualnie inaczej postrzegają rzeczywistość:) Nie zamierzam też, naśmiewać się z nikogo komu zdarzyło się zrobić coś źle, bo sama mam na swoim koncie sporą kolekcję  błędów. Chciałam zwrócić uwagę na coś, co zdecydowanie wydaje się być dużo bardziej istotne niż samo bycie bezbłędnym.

Mowa o zachowaniu się w krepującej i czasami bardzo trudnej sytuacji popełnienia błędu. Oczywiście im większa skala tym taka sytuacja wymaga większej zręczności i kompetencji. Moim zdaniem, niezależnie od tego czy zdarzy nam się błędnie odczytać laureata Oskara na scenie podczas transmitowanej do 225 krajów Gali czy też wyślemy list pod zły adres to najlepiej trzymać się tych samych zasad. Jakich?  Najlepiej powiedzieć  „przepraszam” i dodać, że zrobimy wszystko, by naprawić ten błąd i zminimalizować prawdopodobieństwo pojawienia się go w przyszłości. Wtedy zawsze wyjdziemy z twarzą. Tak właśnie zachowała się największa sieć firm audytorskich na świecie, która mimo bardzo spektakularnej „wtopy” w noc Oskarową, potrafiła w czasie rzeczywistym opublikować oświadczenie, w którym przeprosiła za zaistniałą sytuację – z jego oryginalną treścią można zapoznać się tu http://www.gala.pl/galeria/oscary-2017-dlaczego-ogloszono-zlego-zwyciezce-podczas-gali/oswiadczenie-firmy-pricewaterhousecoopers

A jak w sytuacji, w której fala hejtu internautów – inaczej mówiąc negatywnych opinii o spotach z udziałem Agnieszki Jastrzębskiej – zalała sieć zachowała się firma Orange? Schowała głowę w piasek. Najpierw – ukryła filmy na oficjalnym kanale YB (nie, tak naprawdę ich tu nie było, tylko wam się wydawało. Gdyby nie najbardziej czujni blogerzy nikt nie miałby szansy ich zobaczyć). Potem nie zrobiła nic, by zauważyć swoich klientów, widzów – by nawiązać z nimi dialog – dopiero w poniedziałek (spoty można było opublikować w sobotę, a ukryć w niedzielę ale oświadczenie odnoszące się do sytuacji można było opublikować dopiero w poniedziałek) rzecznik prasowy napisał, że kampania rozpoczęła się bez akceptacji działu marketingu operatora i przeprosił za falstart. Dodał, że oceny internautów dały im do myślenia. I koniec. That’s it! Treść oświadczenia Wojtka Jabczyńskiego możecie znaleźć na jego Twitterze https://twitter.com/rzecznikorange

Które zachowanie waszym zdaniem kupili klienci, widzowie, dziennikarze? Komu dalej będą ufać i może wybaczą wpadkę? Z kim chętnie podejmą dialog? Kogo produkty bedą kupować z względu na niską cenę, a czyje ze względu na sympatię i więź?

Jeśli dalej myślisz, że wspominany i nadużywany „profesjonalizm” jest niezbędnym parawanem i właściwym sposobem postępowania w sytuacji kryzysowej pomyśl kogo wybrałbyś na swojego kumpla?  Gościa, który udaje greka gdy wypije cały zapas piwa z lodówki, a zapytany wprost czy to on – wyjeżdża chyłkiem na wyjazd służbowy? Czy też chłopaka, który przyznaje, że go poniosło i  po wypłacie kupuje zapas piwa na miesiąc, a do tego na ochotnika sprząta przez najbliższy tydzień waszą hacjendę? Tak samo myśli Twój klient!

Autentyczność jest zdecydowanie bardziej wartościową walutą w walce o serce klienta niż pseudo profesjonalizm, ale jak widać nie każdego na nią stać.

 

W ramach selfie :)

Ludzie są różni. Jedni są fanami sportu i bez opamiętania śledzą dokonania swoich idoli. Inni pasjonują się gotowaniem i dla nich każda chwila jest dobra by przygotować nowe, pyszne danie. Są wśród nas tacy co ich sensem życia są podróże, a także całe grono tych, którzy na drugie imię z chęcią wpisaliby sobie „Karl Lagerfeld”. Mnie tymczasem kręci „globalna komunikacja”, to co ją tworzy, czyli człowiek, medium, przekaz, konstrukcja, język i kontekst, jednym słowem wszystko z czego utkane jest public relations. Przyglądam się bacznie temu co pozwala nam się dogadywać (bądź nie), informować, inspirować, nawiązywać relacje czy wpływać wzajemnie na siebie. Psychologia PR to blog właśnie o tym, co niematerialne, często domniemane, niby niepozorne ale tak naprawdę bardzo, ale to bardzo pożądane. Od 20 lat z sukcesami zajmuje się public relations, a po 5 latach spędzonych na kierunku psychologia biznesu uznałam, że w obszarze działań public relations nie tylko można, ale koniecznie trzeba uwzględniać odkrycia psychologiczne rządzące światem relacji, komunikacji i przekazu. Wykorzystanie fachowej, wiedzy z tego zakresu przy planowaniu strategii, budowaniu wizerunku czy kreowaniu marki umożliwia uzyskanie niespotykanej skuteczności i jak się okazuje jest odpowiedzią na pytanie jak prowadzić działania z zakresu PR by przynosiły długofalowe, pożądane przez nas efekty.