Masz Babo placek, czyli case Łukasza Jakóbiaka i Ellen DeGreeners

Od jakiegoś czasu w sieci trwa ożywiona dyskusja na temat mistyfikacji Łukasza Jakubiaka, jaką okazała się rzekoma wizyta prezentera w studio znanej Amerykanki Ellen DeGenners. Zdeterminowany był na tyle, że nie tylko ogłosił casting na sobowtóra Ellen, ale także  zbudował studio, do złudzenia przypominające to oryginalne, jak i zainwestował środki w sfilmowanie całego przedsięwzięcia. Cel – znaleźć się u prawdziwej Ellen… Czy mu się udało? Jeszcze nie, ale podobno dzięki temu przedsięwzięciu sprzedał kilkadziesiąt wykładów motywacyjnych, więc potwierdza, że było warto. A tymczasem media wieszają na nim psy… Ale czy przyglądając się temu case-owi, jako przypadkowi komunikacji zewnętrznej z otoczeniem, nikomu nie przyszło do głowy pytanie, czy tylko Łukasz odpowiada za to, że NEWS o jego wizycie w studio Ellen DeGreeners został opublikowany na szeroką skalę? Wystarczył mail od prezentera i w ciągu kilku minut NEWS rozszedł się w sieci… BEZ WERYFIKACJI, czy rzeczywiście to tylko jego odpowiedzialność? Jak świat stary ludzie wpadali na wiele pomysłów, ale to właśnie MEDIA nazywane  4 władzą – przynajmniej tak nas uczyli na studiach dziennikarskich – zawsze stały na straży prawdy i ochrony obywateli. Dzisiaj, jak ilustruje ta sytuacja okazuje się, że SENSACJA jest najważniejsza. Bycie na czasie, zdobywanie leadów jest daleko przed prawdą i przed dobrem czytelników. Nie usprawiedliwiam Łukasza, żeby było jasne, dla mnie to case w stylu cel uświęca środki – nie pochwalam, ale zwracam też uwagę na to, że sam niewiele by osiągnął, gdyby nie osoby odpowiedzialne za publikowanie treści na zasięgowych portalach. Mam wrażenie, że dzisiaj często dziennikarze newsowi w mediach internetowych  w ogóle nie są przygotowywani do pełnienia tej roli, albo może raczej, że wydawcy uznali, że ich główna rola to mieć newsa przed wszystkimi…i dopóki media same nie uznają, że szkodzą przede wszystkim sobie, takie sytuacje będą się powtarzały. To ważne, bo już w tej chwili zaufanie do mediów jest na bardzo niskim poziomie. Dlatego sama czekam na dzień, w którym ktoś postanowi wziąć na siebie odpowiedzialność za PUBLIKOWANE SŁOWA. Wtedy stworzymy szansę na to, by zacząć odbudowywać kapitał, jakim jest WIARYGODNOŚĆ MEDIÓW. Z jakiego powodu to ważne? W czasach, gdy nasza uwaga przeciążona jest maksymalną ilością bodźców mamy jeszcze mniejsze, niż kiedyś szanse, by świadomie bronić się przed manipulacją i perswazją. A jak pokazują badania dwóch amerykańskich informatyków: Byrona Reevsa i Clifforda Nassa, media stanowić mogą dla ludzi ekwiwalent rzeczywistości, a utożsamianie przekazu medialnego z rzeczywistością jest bardzo powszechne. Uczestnicy przeprowadzanego przez badaczy eksperymentu „zwracali uwagę, by nie zrobić komputerowi przykrości, czuli się zagrożeni przez coś, co było tylko WIZERUNKIEM. Przypisywali kreskówkom bogatą osobowość, bądź reagowali na głosy w komputerze, zgodnie ze stereotypami płci”. Te zachowania badanych potwierdziły tezę autorów (wbrew intuicyjnym wyobrażeniom), że nasze interakcje z komputerami, telewizją i nowymi mediami są z zasady społeczne i naturalne, tak jak interakcje z innymi ludźmi. Co istotne – stawianie znaku równości pomiędzy mediami, a realnym życiem jest zjawiskiem powszechnym oraz niezależnym od naszej świadomości i nie wynika z niewiedzy, czy młodego wieku. Wiele mówi się o problemie jakim są fake newsy – zarówno Mark Zuckeberg, jak i ostatnie stanowisko Rady Etyki PR (http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/rada-etyki-pr-o-marketingowych-tekstach-udajacych-dziennikarskie-to-wprowadzanie-w-blad-bedziemy-informowac-o-tym-uokik) świadczą o tym, że coraz wyraźniej zdajemy sobie sprawę z tego, że to droga w jedną stronę. Co możemy zrobić dziś? Jako PR -owcy – postępować wg zasad etycznych i nie wysyłać wszystkiego czego zażyczy sobie klient. Jako „medium” – a dzisiaj każdy z nas jest medium – pamiętać o odpowiedzialności za swoje słowa. Osobiście trzymam jeszcze kciuki, by któryś z wydawców rozpoczął, może trudną, ale wartą zachodu, drogę by powrócić do czasów, gdy rola obserwatora rzeczywistości i informowania ludzi była ważniejsza, niż osiągnięcie szybkiego zysku. Bo za chwilę okazać się może, że nikt nas nie czyta, bo nam nie wierzy…

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *